- Zjadłem śniadanie, leżałem na werandzie, zjadłem obiad, leżałem na werandzie, umyłem się, leżałem na werandzie, zjadłem kolację i poszedłem spać na werandzie. Tak wyglądał każdy jeden dzień. - No dobrze, a Ty Weroniko jak spędziłaś wakacje? - Ja nie jestem Weronika tylko jestem Weranda. Boże święty, jakbym trafił do raju! Dawniej traktowano mnie jak jakie bydlę, leżałem, a dokoła wymyślania i nic więcej. A potem na paluszkach chodzą, dzieci uspokajają: „Ojciec zmęczył się w biurze, odpoczywa, cicho, sza!”. Kawunię mi z rana dają, śmietankę gotują! Prawdziwą śmietankę zaczęły kupować, słyszy pan! To był pierwszy moment w życiu, gdy leżałem na deskach, ale wstałem, zanim sędzia odliczył do dziesięciu. Najważniejsze, że Michał jest pod najlepszą opieką, i że będzie widział. Akcesoria do siana. Siatka na siano dla konia oprócz oczywistego przeznaczenia, jakim jest karmienie zwierzęcia, może także spełniać funkcję rekreacyjną. Aby tak się stało, warto wybierać siatki wyposażone dodatkowo w kolorowy pierścień. Jednocześnie stanowi on ciekawą rozrywkę dla konia. A sobie która napełnia siatkę Provided to YouTube by The Orchard EnterprisesNa kopie siana · Urszula Iżbicka · Przemysław Kummer · Otton Mieczysław ŻukowskiŻukowski: Opera omnia religiosa Easy - Matthew Sweet zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - Easy. ViwcCLT. Święta Bożego Narodzenia przez wieki zwano w Polsce Godami. Słowo to, o prasłowiańskim rodowodzie (pierwotne znaczenie: czas, pora, rok) oznaczało w tym kontekście zarówno sam dzień Bożego Narodzenia, jak i czas świąteczny aż do Trzech Króli; także czas uroczysty, godny świętowania. Polska tradycja Godów niezmiennie związana jest z pieśniami o Bożym Narodzeniu –kolędami, których w ciągu ostatnich wieków powstało w Polsce prawdopodobnie do 10 tysięcy. Tylko stosunkowo nieliczną część zanotowano (ok. wiele zapisów zapewne także nie przetrwało do naszych czasów. Notowane pierwotnie w rękopisach klasztornych, drukowane były w postaci podręcznych zbiorów pieśni –tzw. Kantyczkach (od łacińskiego „cantica” – pieśń religijna). Kantyczki używane od XVI wieku w klasztorach, pojawiły się niebawem także w parafiach, szkołach, domach prywatnych, a od końca XIX wieku także u zamożnych chłopów. Polskie kolędy- zapamiętane i przeżywane chyba przez wszystkich: „Wśród nocnej ciszy”, „Anioł pasterzom mówił”, Przybieżeli do Betlejem”, „Bóg się rodzi”, „Jezus malusieńki”… kreują przekonanie o wyjątkowej, unikalnej wśród innych kultur urodzie polskiej kolędy. Mickiewicz głosił w paryskich wykładach z literatury słowiańskiej: „Nie wiem, czy jaki inny kraj może się pochlubić zbiorem podobnym do tego, który posiada Polska… Mówię o zbiorze »Kantyczek«… Uczucia w nich wypowiedziane, uczucia macierzyńskie, gorliwej czci dla Najświętszej Panny i dla Boskiego Dzieciątka są tak delikatne i święte. Trudno by znaleźć w jakiejkolwiek innej poezji wyrażenia tak czyste, o takiej słodyczy i takiej delikatności”. Profesor Stanisław Dobrzycki (krakowski badacz literatury staropolskiej, zm. w 1931r): „Chyba nigdzie pieśni na Boże Narodzenie nie stały się czymś tak bardzo narodowym, tak dziwnie przez cały naród ukochanym i pielęgnowanym jak w Polsce”. Odczytywanie ważkości polskiej kolędy w historii kolędy europejskiej jest znacznie bardziej złożone. Większość narodów europejskich (w swej katolickiej, prawosławnej czy ewangelickiej tradycji) posiada wspaniałe zbiory kolęd: kolędy hiszpańskie, włoskie, francuskie, rosyjskie, czeskie, niemieckie, angielskie (repertuar kolęd angielskich jest równie liczny, jak polskich)… Na całym świecie czas Bożego Narodzenia kojarzy się przecież z amerykańską kolędą „Jingle Bells” („Dzwonią dzwoneczki”, 1866) czy z austriacką „Stille Nacht, heilige Nacht” („Cicha noc, święta noc”, 1818). Kolędy katolickie wywodzą się z hymnów łacińskich z XII -wiecznych dramatów liturgicznych o Bożym Narodzeniu. Dramaty powstające we włoskich i francuskich klasztorach benedyktyńskich odtwarzane były w kolejnych latach przy pomocy kleryków ze szkół przykatedralnych także w innych krajach; rękopisy zawierające (również) owe hymny przenosili mnisi benedyktyńscy odwiedzający klasztory swej tradycji zakonnej m. in. w Czechach czy Polsce. Warto wiedzieć, że w całej łacińskiej Europie kolędy wykonywano także w lokalnych językach narodowych. Szczególnie dobrym przykładem takich wędrówek i przemian może być łacińska kolęda „Largum vesper”, która poprzez XIII –wieczną wersję czeską zapisana została w krakowskim rękopisie z 1424r. jako „Szczodry wieczór”, stając się najstarszą znaną kolędą w języku polskim. Pieśń ta niezadługo potem pojawiła się w rękopisach na Wołyniu jako „Szczedrij weczir”. W XIX wieku m. in. Oskar Kolberg na Wołyniu notował całe grupy ludowych pastorałek określanych jako „szczedrowki”; zaś w relacjach z okolic Krakowa wspominał, że „Szczodry wieczór” funkcjonuje jako wstęp do szopki (czyli po wielu wiekach zachowała nadal swą funkcję dramaturgiczną, zapoczątkowaną w średniowiecznym dramacie religijnym). Wykonywane niekiedy kolędy z pierwszej połowy XVI wieku: „Z Bożego Narodzenia anieli się weselą” oraz „Chwalmy wszyscy Zbawiciela”, powstałe we Włoszech w wersji łacińskiej, do Polski dotarły tradycyjną dla ówczesnych kolęd drogą poprzez Czechy (łącznie przyswoiliśmy w ten sposób ok. 30 kolęd). Jest wśród nich także najstarsza polska kolęda „Zdrow bądź krolu Anielski” z 1424r. (z renesansową melodią z 1627r.) oraz balladowa XVII – wieczna kolęda domowa „Kiedy król Heród królował”. Kolędy w średniowiecznej i renesansowej Europie powstawały nie tylko w klasztorach czy na dworach królewskich; wielu autorów wywodziło się z kręgów mieszczańskich i plebejskich. Podobnie było i w Polsce. Autorami tekstów kolęd byli nie tylko ówcześni pisarze i poeci (z Janem Kochanowskim na czele), ale także zazwyczaj anonimowi duchowni, organiści, bakałarze szkół parafialnych, żacy, wreszcie wędrowni muzykanci i poeci wiejscy. Częstokroć do gotowego tekstu kolędy dobierano melodię już znaną –stąd wiele różnych kolęd posiada wspólne melodie (czasem jakże różne w charakterze: „Hej w dzień narodzenia Syna jedynego” i „Mości Gospodarzu”). Taka popularna od XVII w. praktyka (zwana kontrafakturą) polegała na wykorzystywaniu nie tylko znanej wówczas muzyki kościelnej (hymny, pieśni chorałowe), ale także melodii świeckich (dworskich, ludowych, niejednokrotnie tanecznych). Z tej to przyczyny tak wiele polskich kolęd kościelnych wykorzystuje wcześniejsze melodie polonezów dworskich: „W żłobie leży” i „Przystąpmy do szopy”. Wśród innych przykładów kontrafaktury trzeba przypomnieć opublikowaną w 1792r w Supraślu kolędę „Bóg się rodzi” (słowa autorstwa Franciszka Karpińskiego), która w latach późniejszych złączona została z melodią dawnego poloneza koronacyjnego. Teksty kolęd łączono z tanecznymi melodiami mazurów („Z narodzenia Pana dzień dziś wesoły”, „Hej w dzień narodzenia Syna jedynego” i ten sam mazur w świeckiej kolędzie życzącej „Mości Gospodarzu”), kujawiaków („Jezus malusieńki”, „Żeńże wołki, żeń”), kołysanek, a nawet menueta -„Na kopie siana leżałem z rana” [menuet pierwotnie był francuskim tańcem ludowym; od XVII w. popularny na terenie całej Europy. Na terenie Polski tańczony do połowy XIX w.] Szczególną perełką jest zachowana w kantyczce ks. Mioduszewskiego, datowana na II połowę XVIII w. pastorałka „Anioł Pański otoczony światłością dokoła” –z melodią popularnego w Polsce w 2 połowie XVIII w. tanecznego mazurka, którą później, w 1797 r. połączono we Włoszech w Legionie Polskim gen. Dąbrowskiego z wierszem napisanym przez Józefa Wybickiego „Jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy”. [Warto wspomnieć, że „Mazurek Dąbrowskiego” uznano oficjalnie jako hymn Polski dopiero w 1926r; uprzednio hymnem była „Bogurodzica”]. Od XVI wieku w Polsce coraz częściej wystawiano widowiska o Bożym Narodzeniu. Wywodziły się one z dwóch odmiennych tradycji: Kręgu kultury elitarnej: Od XII -wiecznych dramatów liturgicznych, powstających w klasztorach benedyktyńskich (m. in. Monte Cassino) jako udramatyzowane recytacje proroctw Daniela, Izajasza, Balaama, tekstów staro- i nowotestamentowych. O wiek później wprowadzono także postacie Heroda, diabła, Trzech Króli, a całość kończył chór aniołów śpiewających „Gloria, in excelsis Deo”. Kręgu kultury plebejskiej: Od św. Franciszka z Asyżu, który w 1223r ustawił w wigilijną (staropolskie: „przedświęcie”) noc Bożego Narodzenia na leśnej polanie żłób (staropolskie: jasło –stąd jasełka), by wraz z współbraćmi adorować Dzieciątko Jezus. Franciszkanie i bliscy im regułą bernardyni ukazywali w ten sposób wiernym ubogie realia związane z tym wydarzeniem (stajnia, żłób, siano, ubóstwo Świętej Rodziny, bezbronność Boga –Niemowlęcia). Z obydwu tradycji: benedyktyńskiej i franciszkańskiej wywiodła się w Polsce praktyka przedstawiania widowisk o Bożym Narodzeniu, które stopniowo od XV wieku (pierwsza relacja -królewskiego dworzanina Kallimacha) zaczęły przeradzać się w znane nam z wieków późniejszych misteria religijne, szopki, jasełka. Widowiska wykonywane przez świeckich zazwyczaj miały charakter improwizowany, rzadko ich przebieg zapisywano bądź drukowano. Do najstarszych wydawnictw zaliczyć można Jana Żabczyca „Symfonie anielskie” z 1630r (zawierające m. in. teksty 36 kolęd pasterskich) oraz z połowy XVI w. „Ludycje wieśne”, w których zapisano świeckie kolędy życzące na Nowy Rok –Nowe Lato. Staropolscy autorzy kolęd, podobnie jak większość artystów tworzących wówczas „ad maiorem Dei gloriam” (łac. „na większą chwałę Bożą”), zazwyczaj nie podpisywali swoich utworów. Dziś możemy jedynie snuć domysły, kim byli i z jakich środowisk się wywodzili. Twórcami kolęd byli przede wszystkim księża, mnisi, bakałarze, żacy, organiści i bezimienni poeci ludowi. Pastorałki znane i lubiane w Polsce od wieku XVII, są one tworem środowisk przykościelnych i stanowią rezultat zabiegów katechizacyjnych Kościoła katolickiego. Skądinąd zabiegów udanych, akceptowanych przez szerokie kręgi społeczeństwa polskiego. Pastorałki, wbrew panującej powszechnie opinii, nie są ludowe ani genetycznie, ani stylistycznie, należą do kultury popularnej (poprzedniczki kultury masowej). Powstanie pastorałek wiązać można z dworską modą na sielanki, typową dla XVII wieku, który był złotym wiekiem dla kolędy polskiej. Autorzy kościelni i przykościelni wykorzystali wzorce ludowych pieśni i tańców dla upowszechnienia treści ewangelicznych. Nieludowa geneza pastorałek nie znaczy, że nie funkcjonują one w środowisku ludowym. „Uludowienie” pastorałek –w sensie ich rozpowszechnienia w szerokich kręgach w mieście i na wsi –następowało stopniowo od XVII i zwłaszcza XVIII wieku pod wpływem działalności katechetycznej Kościoła, organizowania widowisk parafialnych (szopka, jasełka) i masowych wydawnictw kantyczkowych, przyczyniło się do powstania i spopularyzowania chrześcijańskiego repertuaru kolędowego w szerokim obiegu społecznym i powszechnego utożsamiania pastorałek z kolędami ludowymi. W drukowanych w Polsce kolędach od XVII w. pojawiają się obficie wątki ludowe. W ich treści spotykamy oprócz treści z Biblii (oraz niezatwierdzonych przez Kościół tzw. Ewangelii apokryficznych) –także polskie realia wędrówki pasterzy do Małego Jezusa: w grubych butach i kożuchach, przez zasypane śniegiem pola idą z darami pasterze „do Betlejemu”, by Nowonarodzonemu pokłon złożyć. Kolędy o takich treściach, pełne humoru, często gwarowe, zazwyczaj z melodiami zapożyczonymi z tańców ludowych, nazwano pastorałkami. Pastorałki śpiewano wyłącznie w domach (stąd druga ich nazwa: kolędy domowe), nie zaś w kościołach. Pastorałki śpiewali także przychodzący do domów kolędnicy: z Gwiazdą, herodami czy przenośną kukiełkową szopką; część dawnych pastorałek (nawet kilkudziesięciozwrotkowych) to śpiewane ludowe scenariusze do tychże kukiełkowych przedstawień. Ciekawym przykładem repertuaru kolędników jest pastorałka „Mesyjasz przyszedł na świat prawdziwy”. Ostatecznego dla polskiej tradycji rozróżnienia na kolędy i pastorałki dokonał ksiądz Michał Marcin Mioduszewski (1787-1868), autor największego zbioru kolęd polskich, które przez wiele lat zbierał zarówno w bibliotekach kościelnych i klasztornych, jak i we współczesnej sobie żywej tradycji: kościelnej i świeckiej (w tym ludowej). W swych obydwu głównych dziełach: -„Śpiewniku kościelnym, czyli Pieśniach nabożnych z melodyjami w Kościele Katolickim używanymi, a dla wygody Kościołów parafialnych zebranymi” (Kraków 1838) oraz -„Pastorałkach i kolędach z melodyjami czyli piosnkach wesołych ludu w czasie Świąt Bożego Narodzenia śpiewanych po domach i podczas obchodów kolędniczych” (Kraków 1843); wprowadził czytelny podział na kolędy -„Pieśni o Bożym Narodzeniu” –do śpiewania w kościele oraz „Kolędy domowe i pastorałki –śpiewane w domach i podczas obchodów kolędniczych”. Obydwa powyższe śpiewniki posiadają zezwolenie biskupie (imprimatur), mimo iż wśród pastorałek znaleźć można treści dalekie od kanonu Starego Testamentu oraz Mateuszowej czy Łukaszowej Ewangelii (za to pełne wątków legend religijnych czy zapożyczeń z ewangelii apokryficznych). Pasterze witają zatem Jezusa i jego rodziców, oddają Bogu pokłon i składają mu swe skromne dary (uwagę zwraca tu motyw pierwszeństwa ubogich pastuszków przed bogatymi królami), śpiewają, grają i tańczą pragnąc rozweselić płaczące Dzieciątko. Do takich utworów należy pastorałka „Hola, pasterze z pola”. Cechą charakterystyczną kolęd polskich, a ludowych w szczególności, jest serdeczna poufałość wobec Jezusa, który choć jest Bogiem, to urodził się „maluśki jako kawałek smycka” –jak w góralskiej pastorałce. Można użalać się nad Nim, bo jest mały, nagi i bezbronny; przemawiać do Niego pieszczotliwie, kołysać, ale przede wszystkim zabawiać Go, grać Mu, śpiewać i tańczyć. W zawierającej 196 kolęd kościelnych i 70 pastorałek „Kantyczce z nutami” (Kraków 1911) zebranych przez Jana Kaszyckiego napisano we wstępie: (…)„My, Polacy, śpiewając swoje kolędy, cieszymy się tylko i radujemy z Narodzenia Bożego, a poufalimy się z Bożą Dzieciną i Jego świętą Matuchną i Józefem starym. I ta poufałość stanowi największą kolęd ozdobę, dodaje im wdzięku i krasy, i sprawia, że w kolędach jest tyle ciepła, takie wylanie uczuć i że tak lubimy je śpiewać, począwszy od dzieci, a skończywszy na dorosłych, poważnych mężczyznach. Ozdobą i ponętą, którą się odznaczają nasze kolędy i pastorałki jest także ich swojskość, ich barwa narodowa. Kolędy opiewają narodzenie Zbawcy w Betlejem, ale to Betlejem stoi na ziemi naszej, polskiej, w tym Betlejem roi się od naszych Maćków, Stachów i Wojtków. Wszystkie opisy i sceny z Ziemi Betlejemskiej przeniesione są do naszego kraju, w nasze chaty, w nasze stosunki, słowem: wszystko jest opowiedziane i przedstawione »po naszemu«. Co się tyczy melodyi poszczególnych kolęd –to również i one są przepiękne i wyrazem duszy narodu: wszystkie są wesołe, ale także równocześnie i smętne. Smętność ich nie jest jednak taką, jaka powstaje w duszy człowieka po czemś utraconem, ale jest raczej wyrazem tęsknoty za dobrem, do którego dążymy i z którem pragniemy się połączyć. Jest w nich wesołość w smętności. Z tego też powodu nadają się do śpiewu w kościołach (kolędy), zaś wszystkie –w domach w czasie tej wesołości, uciechy i radości.”(…) Opr. Mirosław Nalaskowski (tekst wstępny z broszury „XIV Suwalska Wigilia Chłopska 2005”) Do tych tradycji nawiązuje Wigilia Chłopska organizowana na Suwalszczyźnie od 24 lat- najpierw przez Wojewódzki Dom Kultury, potem przez Regionalny Ośrodek Kultury i Sztuki, a ostatnio przez Starostwo Powiatowe. Na Wigilii Chłopskiej spotykają się zespoły folklorystyczne z Suwalszczyzny. Zdjęcia pochodzą z Wigilii Chłopskiej, która odbyła się 20 grudnia 2015 r. KOLĘDA 94. Na kopie siana, leżałem z rana, * Ja, Wojtek, Maciek i Kuba; * Drzymałem mile, Przy dobrej chwile, * Wej Bartos woła: ach, zguba! * Kochany Wojciechu! Bierz się do pospiechu; * Owo coś z nieba wielkiego, * Jak góra, by chmura, Na dół się toczy, * Błyszczy się przedziwnie, Aż bolą oczy. * Oj, oj, oj, wstawajcie, * Prędko uciekajcie, Coś złego. Budziłem dobrze, kijem po żebrze * Macka i Kubę śpiącego; * Wstań miły szwagrze! coś Bartek gawrze; * Pójdźmyno wszyscy do niego: * Czego tam on ryczy, jako na basicy, * Tak grubo wrzeszczy na dole. * Biegliśmy wszyscy trzej prędko po roli, * Maciek padł i krzyczy : głowa mnie boli; * Jak boli, tak boli, weźże mnie powoli * Mój Kuba. Leży na polu, z wielkiego bólu, * Stękać już Maciek nie może; * Ratujcie prosi, głowę podnosi, * Alić go Kuba wspomoże; * Wciągnął go do budy, położywszy dudy, * Głowę on emu obwinął. * A skoro to ujrzał Tomek przy domie, * Biegł prędko do budy, on leży w słomie; * Trochę go poruszył i słomą popruszył, * I wyszedł. Gdy tak stoimy, wspólnie radzimy,* Chrystus się z Panny narodził: * Anieli grają, wdzięcznie śpiewają, * Aże się Maciek obudził; * Wesoła nowina, Panna rodzi Syna * W stajni, w miasteczku Betleem; * Weź Kuba barana, ja koszyk gruszek; * A ty weź Michale masła garnuszek, * I baryłkę wina, by się ta Dziecina * Cieszyła. A ty zaś Rochu, pięknego grochu * Weźmij na plecy z pół wora; * Pod jednym dachem mieszkasz ze Stachem, * Daj Mu tłustego kaczora; * Niech weźmie w kobielę, będzie na niedzielę; * Terazże idźmy wraz wszyscy * Oglądać na ziemi to Boże Ciało, * Co się dla nas ludzi zbawieniem stało; * Już tam są Anieli, bośmy ich widzieli * Na szopie. Ty Tomku brachu, bądźże bez strachu, * Chociaż tam jest Józef stary; * Za wszystkiej gadaj, ofiary składaj, * Boś ty był w szkołach u fary; * A my naokoło, zagramy wesoło * Temu Dziecięciu małemu: * Sol fa mi, ut re dum, ra ra ra, Panie, * Dajemyć podarki, jak kogo stanie; * Przyjmij nas w tej sprawie, daj niebo łaskawie, * Daj! Amen. Antka zasnęła błyskiem. Mam na ustach niedokończoną kolędę, zahamiast zmyslanki-kołysanki. Ten czas kiedy tulę ją do piersi taki nasz. Czas na mój hamulec wtedy. Ona śpi a ja w tej ciszy siedzę i jakoś nie układają mi się te święta w całość. O co w nich chodzi? Chyba wszystkich nas tak rodzice wychowali, że chce nam się być po prostu razem. Nasza trójka, z naszą piątką, z przyległościami, z Nimi, z ich dziećmi, ale też z Dziakami od zawsze. Jak w ubiegłym roku (tu) Ale jakoś nie składa się ten świąteczny nastrój. Girlandy na schodach i na kominku wciąż brak. Choinki wycięte czekaj na uwagę. Maślane ciastka się zjadły. I choć świąteczne prezenty poutykane w zakamarkach szaf aby nie dać się zdemaskować przed czasem, burząc jakąś magię świąt czekają, nie one czynią Święta Świętami. Tej prawdziwej magii, o która tak w tym roku trudno. Chyba tylko dobre wieści, że da się jeszcze coś zrobić, że wyzdrowieje, i po raz 82 spędzi te święta na wesoło. Z nami i z Babcią. Zaśpiewa coś, co nikt w koło powtórzyć nie umie i winszować gościom będzie. Potem dialogi jasełek z dzieciństwa odegra z aktorskim zacięciem i wzruszy nas wszystkich do łez. Będzie się upierał, że ma rację... choć nie ma. Będzie z dumą podpytywał o egzaminy wnuków na studiach i laską "kopał" piłkę Antosi. Będzie wspominał zjeżdżanie na nartach z dachu, co to je sam zrobił. I ducha, którego widział wtedy w ciemnym lesie jako młody chłopaczyna. Będzie mówił o tym jaka to bieda kiedyś była. Potem wojsko i te historie enty raz wypowiedziane. Potem jak z Przemyśla na piechotę wracał. I jak Tosia pokazuje jak Pradziadzio chodzi. I jak to Ona wskazuje paluszkiem "tiu" pokazując gdzie Dziadziuś siedzi. A On przy piecu. Zgarbiony nieco. Od roku wsparty o chodzik. Ale wciąż z trzeźwa głową, bystrą myślą i żartem. Dyskretnie paląc papierosa, popije herbatę malinową i coś pod nosem zaśpiewa. Chce takich świat właśnie. Kiedy od stołu u rodziców, biegniemy do dziadków tłocząc się i zaśmiewając z "Bambuczy". A po pasterce śpiewamy do rana "Na kopie siana, leżałem z rana" Chcę patrzeć jak się kochają przez te 57 lat. Dziękować Im za to, że nauczyli nas tak bardzo być z Nimi blisko. I szczerze i otwarcie. Niezależnie o naszych gniewnych postaw, odważnych decyzji i nieoczywistych tonów. Nie wiem jak zdołali tak bardzo wszystkich nas przy sobie blisko trzymać. Już wtedy gdy cała nasza ferajna jadła pierogi z "jednego korytka" wiedziałam, że to najlepsze pierogi na świecie. I landrynki, które Dziadzio Antoś ( tak, tylko tak do Niego mówimy... lub po imieniu Antosiu) po pracy wyciągał z czarnej, skórzanej torby zatykając nam dzioby, gdy stojąc na płocie krzyczeliśmy ...ciuciu! Ale te Święta zapowiadają się na trudniejsze. Z walką i ze strachem z tyłu głowy o Niego. Ale też z nadzieją. Plotę wianek na drzwi. Drugi dla Polci. Dekoruję okna i kąty odkurzam, listę zakupów tworząc, plan na pieczenie obieram. Antka małą kulą potrząsa pokazując Poleczce padający śnieżek i brokatem sypie. W tle ciągle Zbigniew Preisner. A w weekendy spacer po świątecznym jarmarku. Kartki świąteczne. Sukienki na wieszaku gotowe czekają, kołnierzyk, co mnie tak cieszy i te spinki do włosków, których jeszcze w tamtym roku nie było. Nasze małe świąteczne tradycje. Nieświadomie może budowane. Kiedyś będą częścią wspomnień. Cieszą. Witam po wielu przeczytanych postach na agrofoto czytam ze masło jest maślane a krowy to sie tak żywi a cielaki to tak. Wiele osób chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo krzywdzi swoje bydło. Nie jestem z wykształcenia żadnym żywieniowcem(a i jak życie pokazuje czasami inżynierowie żywienia wiedza mniej niż ja ) a z rolnictwem mam jedynie odczynienia w domu czyli pomoc dla ojca w prowadzeniu gospodarstwa. Kreci mnie żywienie bydła i uzyskanie jak najlepszych wyników. Dlatego chce sie podzielić swoja wiedza jaka uzyskałem podczas żywienia zwierząt. 1. Krowy mleczne: stosujemy u siebie kiszonke z traw oraz kukurydzy(moim zdaniem kiszonka z kuku nadaje sie do ...) dlatego tez przeanalizowalem wiele badań i wychodzi na to ze Nutri Honey MIESZANIEC SORGO Z TRAWĄ SUDAŃSKĄ maja taka sama zawartość energii jak kuku a większa zawartość białka(w fazie wegetywnej) młóto browarniane 10kg(wzrost mleka ok 2l dziennie)pasze z dossche Krowa 15 ok 4kg(4x0,5kg dzinnie), lecz od jutra zmiana na wysoko energetyczną Lactomax(zbyt duża ilość białka wychodząca z mocznika u krów) tez dossche(moim zdaniem najtańsze pasze) wysłodki buraczane melasowane suche z glinojecka ok 2Kg witaminy z Josery lacto plus keragen czy jakos tak . Nigdy wiecej krowom nie podam OTRĘBÓW, ZIEMNIAKÓW, a dlaczego? moim zdaniem strata pieniędzy ;/ Mam nadzieje ze na przyszly rok zawita system TMR 2. Cielaczki: siara w ciągu 2 godzin od wycielenia i od początku Włókno surowe VITACEL(rozwój żwacza ogólny) do pojła do końca odpajania, pierwsze 2tyg mleko matki okres zmiany mleka u mnie trwa tydzień od 3 tyg daje rożnie Josere, Shills, Polmass oraz dostęp do świeżej wody oraz siana i od 2 tyg dostają śrutę z ziarnem kukurydzy oraz płatkami owsianymi(rozwój żwacza "miesniwki") do 3misiaca potem nie trawią ziarna, po 2 miesiącach przestaje odpajać mlekiem ponieważ to jest po pierwsze nie ekonomiczne a po drugie żwacz im sie nie rozwija tak jak trzeba jak jada tylko na mleku. Potem do 11 miesiąca dostają śrutę kiszonek z kuku młóto i kiszonek z trawy oraz siano od czasy do czasu. Odchów cieląt jest najważniejszy i bardzo drogi ok 2,5tys zł i czasami doprowadzaja rolnika do szału hehe ale myślę ze sie opłaca Wszystkie krowy zapładniane sa sztucznie te co zostawiamy dla siebie cieliczki sa kryte HF a krowy słabsze są kryte mięsnymi w celu szybszej sprzedaży. Nie opisałęm jesazcze jak przebywa okres zasuszenia ale to może sie rozwinie temat to wspomnimy o tym. Moim zdaniem"Produkcja mleka to czysta działalność gospodarcza a krowy są to pracownice o które trzeba dbać żeby były produktywne" uważam to za czyste odzwierciedlanie pracy człowieka tylko tu pracują zwierzęta. Jakie jest pochodzenie słowa kolęda? Łacińskie, najogólniej mówiąc, ale jest to bardzo stare zapożyczenie ogólnosłowiańskie. Calendae - była to rzymska nazwa pierwszych dni miesiąca, a zwłaszcza pierwszych dni pierwszego miesiąca w roku. Znaczenie słowa zmieniło się na gruncie języka biorącego, między innymi polskiego i dzisiaj słowo kolęda oznacza przede wszystkim pieśń o tematyce bożonarodzeniowej. To znaczenie jest wtórne, pierwotnie kolęda oznaczała wyłącznie pieśń śpiewaną na Nowy Rok. Mamy taki zapis z XVI w., jest to kolęda Zajcowica zatytułowana "A czyj-że to nowy trzem" wysyłana na Nowy Rok czyli Nowe Lato, do jego przyjaciela z życzeniami, żeby miał syna, żeby ten syn osiągnął w życiu sukces. Kolęda była więc pierwotnie pieśnią życzącą, niektórzy mówią "świecką". Ja bym nie powiedział, że ona była świecka, ponieważ Zajcowic posyłając te kolędy twierdził, że jest to słowo, które sam Pan Bóg zsyła gospodarzowi. Wtedy, w XVI w. pieśni związane z Bożym Narodzeniem, nazywano inaczej rotułami, kantykami albo symfoniami i kiedy Nieznanowski i Nowak-Dłużewski wydawali dwa tomy kolęd staropolskich, nie umieścili tych życzących tekstów, tylko teksty wyraźnie bożonarodzeniowe czyli te, które nie były wtedy zwane kolędami. Z czasem kolęda noworoczna i pieśni bożonarodzeniowe połączyły się ze sobą w pewną całość, co jest charakterystyczne dla polskiej kultury narodowej. Tak więc dziś nazywamy kolędami zarówno pieśni typu "Bóg się rodzi" jak i pieśni np. "Mości gospodarzu, domowy szafarzu". Kolęda znaczy jeszcze coś innego, mianowicie dar - podarunek, mówimy "na kolędę coś kupić komuś"; kolęda to jest też określenie wizyty duszpasterskiej, jest to również zwyczaj chodzenia w odwiedziny na Boże Narodzenie i Nowy Rok, chodzenie z życzeniami to właśnie chodzenie po kolędzie. Pastorałki uważane są za kolędy ludowe, czy zgadza się Pan z tą opinią? Jest to opinia dość powszechna, ale trudno mi się z nią zgodzić. Pastorałki nie są pochodzenia ludowego, były tworzone od wieku XVII, zwłaszcza w wieku XVIII, i później w środowiskach nie wiejskich, ale raczej przykościelnych czy dworskich. Znakomity znawca kolęd staropolskich, profesor Stefan Nieznanowski, definiuje je jako rodzaj sielanki. Są w nich przedstawiane przygody pasterzy idących do Betlejem i jest to oczywiście nawiązaniem do motywu ewangelicznego. Ludowość pastorałek jest ludowością bardzo specyficzną. Lud jest tu przedstawiony przedmiotowo, przez kogoś, kto patrzy z zewnątrz i widzi takich prostych, trochę topornych, ale dobrych w głębi duszy ludzi. Można się z nim w pewnym stopniu utożsamiać, ale często pastorałka graniczy wręcz z burleską np. "Gwałtu, gwałtu pastuszkowie", "Na kopie siana leżałem z rana", "A spis [śpisz - przyp. red.] Bartek, Szymek, Wojtek" itp. Są one ludowe w tym sensie, że o "ludzie" mówią, a nie dlatego, że w nich "lud" się wypowiada. Może najbardziej ludowa - a w gruncie rzeczy wystylizowana na ludowo jest pastorałka "Oj, maluśki, maluśki", która jak wiadomo nie jest czysto góralskim tworem. Jest jednak utrzymana w stylu kolędy ludowej, pieśni o narodzeniu Jezusa, o przyjściu Boga do ludzi, o tym cudownym zdarzeniu, które wywołuje ze strony ludzi radość onieśmielenie i czułość. Ta pieśń wyraża tego rodzaju naiwność, którą wszyscy - niezależnie od zawodu i wykształcenia - akceptujemy przynajmniej w tym świątecznym czasie. Natomiast trzeba powiedzieć, że jest coś takiego w polskiej kulturze bożonarodzeniowej, co jest niedoceniane i nawet trochę zapomniane - mianowicie tradycja autentycznej ludowej pieśni apokryficznej podejmującej temat Bożego Narodzenia. Powstała ona w środowisku ludowym już po chrystianizacji wsi, a więc w XVII - XVIII stuleciu. Ta twórczość stanowiąca integralną część folkloru jest niezwykle interesująca, niestety nie została uwzględniona przez układających kantyczki księży: Mioduszewskiego, Miłkowskiego, Kądzioły, Szycy. Tymczasem artystycznie są to bardzo ciekawe teksty. Istnieją np. kolędy maryjne, w których bardzo ważną rolę odgrywa postać Panienki i motyw ubogiego, bezdomnego macierzyństwa. Pieśni te są związane z kultem maryjnym - bardzo w Polsce rozwiniętym. Za przykład może służyć pieśń "Z tamtej strony morza świeci jasna zorza", "Stoi tu lipeczka, lipeczka zielona", "Zajaśniała śliczna gwiazda na niebie". Co to jest kolęda życzeniowa, o której wspominał Pan na początku rozmowy? Ogólnie mówiąc, jest to pieśń, z którą przychodzili kolędnicy na Nowy Rok składać życzenia gospodarzowi i domownikom. Przywoływany jest w nich cały system wartości, bo gospodarzowi życzy się przede wszystkim następcy, syna, dostatku w oborze i na polu, gospodyni, aby w obejściu się dobrze wiodło, chłopcu życzy się dziewczyny, a dziewczynie dobrego chłopaka. W Polsce znane są w zasadzie 4 typy kolęd życzących: dla pana, dla pani, dla panny i dla kawalera. Te pieśni są zjawiskiem ogólnosłowiańskim, zwłaszcza Ukraińcy mają bogate zbiory. Jedną z najciekawszych jest pieśń spod Lubartowa. Zaczyna się od słów "Wyjdźże do nas panie gospodarzu, Bóg się szerzy w twym podwórzu". Pojawia się tu motyw "szerzenia się Boga", bardzo rzadki i osobliwy w polskiej dalszym ciągu pieśni słyszymy "krówki ci się pocieliły, kobyłki ci się poźrebiły, świnki ci się poprosiły" - trzy czy cztery zwrotki o tym jak to się mnoży bydło i dobytek w gospodarstwie. Tak jest właśnie pojmowane "szerzenia się Boga", a więc bogactwa, od którego tak wiele w życiu gospodarza zależy. Motyw Boga jest w tym utworze bardzo ciekawy. Etymologicznie słowo Bóg wywodzi się ze staroindyjskiego "bhaga" (znaczyło to tyle co bogactwo, szczęście) i ma związek ze słowem bogaty, ubogi, zboże . Bóg, który się szerzy w obejściu gospodarza oznacza mnożące się bogactwo. Czy jest on osobowy, czy nieosobowy? Z dalszego ciągu pieśni wynika, że jednak osobowy, bo mówi się, że świnki (dzikie!) wykopały bryłę złota pod jedliną, gospodarz ulewa z niej złoty kielich, "Któż tym kielichem pijał będzie, sam Pan Jezus po kolędzie, sam Pan Jezus z Aniołami, Najświętsza Panienka ze Świętymi". Bóg jest tu już spersonifikowany, ale w pierwszej części pojawia się archaiczny motyw, gdzie jest on samym bogactwem. Nie ma tu sprzeczności między koncepcją Boga-dawcy bogactwa i Boga chrześcijańskiego pojmowanego osobowo. W części końcowej pieśni pojawia się motyw Pana Jezusa pijącego z kielicha z gospodarzem. Przychodzi on po prostu odwiedzić człowieka, daje wszystko człowiekowi, także samego siebie. Tak wygląda noworoczna, życząca kolęda gospodarska. Opiera ona się na zasadzie "magii obrazu spełnionego", zawarte jest w nim życzenie, żeby tak się temu gospodarzowi zdarzyło. Natomiast kolęda życząca dla dziewczyny, jest to właściwie cykl kolęd, w których panna jest zazwyczaj przedstawiona jako jabłoneczka. W Biłgorajskiem i na Zamojszczyźnie występuje do dziś cały cykl tych kolęd, tzw. pieśni dunajowych. Są to bardzo stare teksty, podobne do białoruskich i ukraińskich kolęd życzących, bardzo ciekawe utwory mające piękną konstrukcję poetycką z motywami symbolicznymi. Skąd w pieśniach dunajowych motyw wody, wina, zieleni? Są to symbole życia. Woda to symbol początku, bezmiaru możliwości istnienia. Wystarczy wspomnieć fragment Księgi Rodzaju, w której czytamy że Duch Boży unosił się nad wodami. Woda jest nie tylko początkiem, ale też i końcem, który wszystko pochłania i zamyka. Jest to element podstawowy Kosmosu, który funkcjonuje jako symbol płodności, zarodek pramaterii i warunek życia. Zieleń jest również symbolem życia i odradzania się. Wino natomiast stanowi w polskich kolędach tajemniczy motyw, nie jest on rdzennie polski, raczej związany z kulturą śródziemnomorską. Jest to symbol sakralny, chrześcijański, związany też z radością, błogosławieństwem, uświęceniem. Na Lubelszczyźnie zachowały się pieśni szczodrakowe, które niejednokrotnie mieszają w swej treści cały rok liturgiczny, choć odnoszą się wyłącznie do czasu Bożego Narodzenia. Szczodrowanie to inaczej kolędowanie noworoczne, ale jest to pewna wyspecjalizowana odmiana kolęd w ramach szeroko rozumianego zwyczaju chodzenia po kolędzie. Szczodrymi wieczorami nazywano wieczory od Bożego Narodzenia do Nowego Roku. W okolicach Jasła, gdzie spędzałem młodość, po wsi chodzili "szczodracy" specjalnie ubrani w wysokie słomiane czapki. A moja ciotka - były to lata 1946-48 - piekła w tym czasie małe ciasteczka, które nazywały się "szczodraczki". "Przyjdą szczodracy, trzeba będzie ich poczęstować" - mówiła. Był więc zachowany stary zwyczaj, kiedy chłopcy przychodzili w słomianych nakryciach głowy (słoma to symbol płodności) z życzeniami zdrowia i dostatku, a w zamian za to otrzymywali szczodraki, byli częstowani świątecznym chlebem. Była to rytualna "wymiana darów", jak to nazywają etnografowie. Słowo, "szczodry" (bogaty i obdarzający) jest słowem dziś już pokrytym patyną, archaicznym i podniosłym, na wsi jednak jest traktowane w sposób dosłowny i odnoszone szczególnie do czasu Bożego Narodzenia i ma tu wiele znaczeń. Szczodrówka na Lubelszczyźnie, replika ukraińskiej szczedriwki , to jest właśnie pieśń życzeniowa dla kawalera, panny. Są to pieśni związane z czasem sakralnym, można powiedzieć "bezczasem", wiecznym "teraz". W szczodrakach występuje często motyw Ukrzyżowania, choć pieśni te tyczą się Bożego Narodzenia. Z czego to wynika? Myślę, że w tym wypadku mądrość ludowa nie jest odległa od mądrości teologicznej. Misterium Zbawienia jest pewną całością obejmującą czas od narodzin do śmierci Chrystusa. To, że w ludowym repertuarze bożonarodzeniowym pojawiają się także motywy Męki Pańskiej jest niezwykle interesujące. Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z czymś, o czym pisał ojciec Jacek Salij w szkicu "Teologia ludowa Bożego Narodzenia". Nazywał on o to zjawisko "współforemnością objawienia i naturalnego przeżywania sacrum" - mądrość ludowa bliska teologom. W ludowym rozumieniu Bożego Narodzenia, innym językiem, w inny sposób, niespekulatywnie tylko obrazowo wyraża się rzeczy bliskie chrześcijańskiej teologii. W pamięć zapadło mi wspomnienie mojej prababki, Anny Wójcickiej, która przed śmiercią koniecznie chciała przekazać mi tekst jednej kolędy, nieznanej nikomu innemu w okolicy. Była to pieśń "Na zielonej łące, przy niskiej dolinie, hej tam sobie rozmawiali Chryste Zbawiciele" - pieśń o Zwiastowaniu, Narodzeniu, potem dzieciństwie Jezusa. Jest to mały apokryf, bliski "Rozmyślaniu Przemyskiemu", apokryfowi z XV w. Koniec tej kolędy również nawiązuje do Męki Chrystusa: - "Już ty pójdziesz na śmierć wieczną za niedługie życie. A nam za to Pan Bóg da lekkie skonanie, a po śmierci żywot wieczny, w niebie królowanie". Wspominało się więc w tej kolędzie nie tylko o Męce, ale jeszcze o nas samych, którzy mamy mieć z tej śmierci pożytki duchowe. Jest to ujęcie niesłychanie stare, jeszcze staropolskie i zarazem zawarta jest w tym pewna głębsza idea. Odnalazłem kilkanaście wariantów tej pieśni, która jednak - jak wiele pięknych autentycznie ludowych kolęd - prawie poszła w zapomnienie, a szkoda. Rozmawiała Agnieszka Matecka          Profesor Jerzy Bartmiński kieruje Zakładem Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pod nazwą tą kryje się jednak grupa ludzi, pracowników i studentów, zafascynowanych kulturą ludową, których Profesor zaraził swoją pasją. On sam jest od wielu lat jurorem Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, nie stroni też od oceny młodych muzyków inspirujących się folklorem na "Mikołajkach Folkowych", działa w Komisji ds. Folklorystyki Polskiej Akademii Nauk i przewodniczy Radzie Naukowej Radiowego Centrum Kultury Ludowej. W kręgu zainteresowań Profesora znajduje się przede wszystkim folklor słowny. Jerzy Bartmiński jest autorem wielu publikacji dotyczących folkloru, między innymi kolęd ("Kolędowanie na Lubelszczyźnie" czy "Kolędy polskie" LSW 1991) , które mu są szczególnie artykułu: Jakie jest pochodzenie słowa kolęda? Łacińskie, najogólniej mówiąc, ale jest to bardzo stare zapożyczenie ogólnosłowiańskie. Calendae - była to rzymska nazwa pierwszych dni miesiąca, a zwłaszcza pierwszych dni pierwszego miesiąca w roku. Znaczenie słowa zmieniło się na gruncie języka biorącego, między innymi polskiego i dzisiaj słowo kolęda oznacza przede wszystkim pieśń o tematyce bożonarodzeniowej. To znaczenie jest wtórne, pierwotnie kolęda oznaczała wyłącznie pieśń śpiewaną na Nowy Rok. Mamy taki zapis z XVI w., jest to kolęda Zajcowica zatytułowana "A czyj-że to nowy trzem" wysyłana na Nowy Rok czyli Nowe Lato, do jego przyjaciela z życzeniami, żeby miał syna, żeby ten syn osiągnął w życiu sukces. Kolęda była więc pierwotnie pieśnią życzącą, niektórzy mówią "świecką".

na kopie siana leżałem z rana